Szkoła Ezoteryki

Nasi wykładowcy

Sięgaj tam gdzie wzrok nie sięga

 

Gregory Kvasha

             Moje nieuporządkowanie zawsze przerażało moich bliskich i mnie samego. W 1965 roku ujawniły się u mnie znaczące zdolności do matematyki. Od jedenastego do piętnastego roku życia byłem wiernym sługą królowej nauk. Moje życie składało się z fakultatywnych zajęć, a głównym celem stało się dla mnie wyszukiwanie i rozwiązywanie nowych, trudnych zadań. Stało się jasne, że życie składa się z kolejnych, coraz bardziej skomplikowanych zadań.

 

              W 1969 roku zostałem wybrany do udziału w olimpiadach chemicznych i namawiano mnie do tego, abym ukończył fakultet z chemii na Uniwersytecie Moskiewskim im. Łomonosowa. Nad tym wszystkim świeciło światło najbardziej strukturalnego zachowania, czyli prawo Mendelejewa. Kontynuowałem poszukiwania strukturalności świata, związków teorii z praktyką. Już w 1973 roku stało się dla mnie jasne, że kompleks nauk chemicznych nie jest najbardziej strukturalną sferą. Nauki matematyczne wydawały się mi lżejsze i przyjemniejsze. Chemia okazała się bardziej męcząca. Jednak nie powróciłem do matematyki. Zacząłem interesować się najbardziej znienawidzonymi przeze mnie w szkole dziedzinami – literaturą i historią, które stały się moją pasją. Dalej już poszło… Psychologia, filozofia… Nieznany do tej pory świat otworzył się i pokonał mnie.

 

Humanistyczna szkoła szokowała młodego naturalistę. Za dużo było w niej wszystkiego i żadnej nadziei na strukturę.

W 1977 roku zakończyłem walkę pomiędzy humanistycznymi i naturalistycznymi skłonnościami. Zwyciężył dyplom, który od roku leżał w szufladzie. Rozpoczął się błogi czas krystalograficznych poszukiwań. Zakończyłem okres studiowania i podjąłem dialog z naturą. Właśnie ona była strukturalna, a ja zajmowałem się najbardziej strukturalną nauką. Zadania dosłownie posypały się na mnie zewsząd. Byłem po prostu szczęśliwy. Zajmowanie się kryształami nie różni się niczym od poezji.

 

Okazało się jednak, że nie to było mi przeznaczone. W 1981 roku nie byłem zarejestrowany, nie miałem pracy, kryształów, dyfraktometru, rentgenogramu, itd. Oderwanie od trzeciej zasady stechiometrii sześciu niewiadomych, bajecznie symetrycznych komórek okazało się zbyt trudnym. Życie stało się dla mnie czarne. Święte miejsce nie bywa pustym. Odnalazłem kolejną fascynację i zainteresowałem się urbanistyką. Teraz łatwo dopatrzyć się w tym eksperymencie poszukiwania we wszystkich strukturach szkieletów, na których opiera się świat. Wtedy było to jednak smutne. Wydawało się, że życie kręci mną i rzuca z jednej skrajności w drugą.

 

Rok 1985 przyniósł kolejne zmiany. Pojawił się wschodni horoskop. Na początku wkradł się do mojego życia skromnie, w postaci przyjaznych żartów np. na temat śmiesznych określeń na Rok Psa. Potem zapragnąłem wszystko to wyjaśnić, otworzyć, rozwiać wszelkie wątpliwości i stworzyć jedną, strukturalną pewność.

Gdyby wschodni horoskop nie okazał się silniejszym ode mnie, to wszystko działoby się równolegle. Nigdy bym nie poznał tego, co jest najważniejsze. Horoskop dał mi klucz do tej typologii, do tej struktury, którą chciałem i pragnąłem poznać od najmłodszych lat. Tak, jak wszyscy młodzi ludzie, którzy oczekują maksymalnego porządku w życiu. Porządku, który u każdego polityka lub filozofa, ma swoje miejsce. Horoskop od razu wyjaśniał wszystkie zakręty w moim życiu, wszystkie pasje zostały potwierdzone i nic nie zniknęło z tego, czym zajmowałem się. Miłość do matematyki, miłość do chemii, do literatury, do historii, do kryształów, do urbanistyki. Wszystko okazało się cegłami w fundamencie horoskopu strukturalnego.

 

Najważniejszym jednak było to, że horoskop otworzył przede mną ukryty mechanizm innego życia – życia idei ze wszystkimi sprzecznościami ludzkiej kultury. Jedno tylko potwierdzenie istnienia w kulturze nowatorskiej i wieńczącej dzieła, potwierdzenie równych praw na istnienie realistów i fantastów, na istnienie tych, którzy kochają miłość i są jej przeciwni, zmusiło do uwierzenia w ukryte w nas wcześniej różne struktury. Jedno jest oczywiste. Nam, dzieciom progresu, przyuczanych od najmłodszych lat do pragmatyzmu, strukturalny horoskop daje wielką szansę na przemyślenie wszystkich ukierunkowań rozwoju ludzkiej kultury. Daje kryteria do tego, aby oddzielić ziarno od plew. Czy można nazwać astrologię wiedzą, którą otrzymuje się bez wejrzenia w niebo? Nie, mnie jednak nazywają astrologiem. Tak się wydarzyło.

Akademia Nauki

Krzeczot